Baner logo strony

Luźne Gacie Bez Suwaka - złombol

"Najlepsze podróże zaczynają się z pełnym bakiem i otwartym umysłem."

Biskupia Kopa

Petrovy Boudy – Biskupia Kopa - Petrovy Boudy

Jeśli podoba Ci się ten artykuł prosimy o udostępnienie :)

Ten tekst przeczytasz w 6 min.

od siebie słów kilka

Biskupia Kopa (890 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Gór Opawskich i jednocześnie jeden z mniej oczywistych przedstawicieli Korony Gór Polski. Wiele osób wciąż zaskakuje fakt, że w województwie opolskim w ogóle znajdują się góry. Co więcej, są to góry całkiem przyjemne, widokowe i bardzo wdzięczne do spacerów. Dla mieszkańców regionu Biskupia Kopa jest popularnym celem wycieczek pieszych i rowerowych, ale w skali kraju pozostaje raczej nieco zapomniana.

Na szczyt prowadzi kilka tras, zarówno od strony polskiej, jak i czeskiej. Można wybrać wariant dłuższy, bardziej wymagający albo taki, który bardziej przypomina spokojny spacer niż klasyczne górskie podejście. Polska strona potrafi zmęczyć bardziej, bo przewyższenia bywają solidne. Z kolei od strony czeskiej wejście jest zdecydowanie łatwiejsze i krótsze.

Przy dobrej pogodzie Biskupia Kopa oferuje bardzo szerokie panoramy. Widać stąd sporą część województwa opolskiego, Jesioniki, a przy wyjątkowo dobrej widoczności podobno można dostrzec nawet odległe pasma Sudetów i Tatr. Na samym szczycie stoi historyczna wieża widokowa oraz niewielka, ale ładna wiata turystyczna, idealna na odpoczynek.

Wieża widokowa na Biskupiej Kopie (890 m n.p.m.)

Najbardziej charakterystycznym elementem szczytu Biskupiej Kopy pozostaje kamienna wieża widokowa stojąca tuż po czeskiej stronie granicy. Powstała w 1898 roku i należy do najstarszych tego typu obiektów w Sudetach. Zbudowano ją z inicjatywy mieszkańców oraz lokalnych władz, które chciały zwiększyć atrakcyjność regionu i zachęcić turystów do odwiedzania Gór Opawskich.

Wieża ma około 18 metrów wysokości i przez lata stała się symbolem Biskupiej Kopy. Przy dobrej widoczności panorama potrafi być imponująca. Widać Jesioniki, Góry Opawskie, fragmenty Beskidów, a czasem nawet odległe pasma Sudetów.

Obok wieży znajduje się niewielka infrastruktura turystyczna, w tym wiata i miejsce odpoczynku. Sam obiekt jest dostępny sezonowo i przy dobrej pogodzie zdecydowanie warto na niego wejść.

Schronisko Rudolfsheim

Dawne schronisko Rudolfsheim znajdowało się niedaleko Biskupiej Kopy i przez wiele lat stanowiło ważny punkt na mapie turystycznej Gór Opawskich. Powstało jeszcze w XIX wieku i nosiło nazwę na cześć arcyksięcia Rudolfa Habsburga. Obiekt służył turystom odwiedzającym region oraz osobom przemierzającym okoliczne szlaki.

Po II wojnie światowej schronisko stopniowo popadało w ruinę, aż ostatecznie przestało istnieć. Dziś pozostały po nim jedynie fragmenty fundamentów i ślady dawnej zabudowy, które można dostrzec przy zejściu ze szczytu.

Mimo że nie zachowało się wiele, miejsce nadal ma ciekawy klimat. W lesie łatwo wyobrazić sobie czasy, gdy turyści siadali tu przy gorącej herbacie po zdobyciu Biskupiej Kopy. Dzisiaj rolę odpoczynku przejęły bardziej współczesne wiaty, ale historia tego miejsca nadal pozostaje wyraźnie obecna.

Krótki opis naszej trasy

Nasza wycieczka miała być szybkim i raczej nieskomplikowanym spacerem na kolejny szczyt Korony Gór Polski. Walentynki 2026 roku przywitały nas gęstą mgłą, temperaturą w okolicach zera i klimatem, który bardziej przypominał plan filmu fantasy niż klasyczny dzień w górach. Śniegu praktycznie nie było, ale szron pojawiał się niemal wszędzie.

Petrovy Boudy – Biskupia Kopa (890 m n.p.m.)

Trasę rozpoczęliśmy na niewielkim parkingu przy Petrovy Boudy, przy drodze 457 po czeskiej stronie. Wybraliśmy najkrótszy możliwy wariant wejścia zielonym szlakiem. Początkowo droga przypomina szeroki trakt leśny i nie wygląda szczególnie wymagająco.

Mgła była jednak tak gęsta, że widoczność miejscami spadała do kilkudziesięciu metrów. Delikatny mróz powodował osadzanie się szronu na drzewach, a całość tworzyła wręcz bajkowo-mroczny klimat w stylu Lasu Fanal na Maderze. Było cicho. Naprawdę cicho. Turystów brakowało, co przy takiej pogodzie trudno uznać za wielką niespodziankę.

Mimo niewielkiego nachylenia szybko założyliśmy raczki, bo ścieżka okazała się zdradliwie śliska. Podejście było łagodne i tylko momentami wymagało trochę większego wysiłku.

Krzyż Pojednania – wieża widokowa – szczyt

Im bliżej granicy polsko-czeskiej, tym klimat robił się jeszcze bardziej tajemniczy. Nagle z mlecznej ściany mgły wyłonił się Krzyż Pojednania przy dawnym schronisku Rudolfsheim. Dosłownie wyglądał tak, jakby wyrósł przed nami znikąd. Kilka chwil później pojawił się również pomnik Rudolfa, który w takich warunkach wyglądał wręcz majestatycznie.

Tuż przed szczytem humor trochę psuje niedokończona budowa górskiej chaty po czeskiej stronie. Trudno nie odnieść wrażenia, że natura powoli odzyskuje ten teren dla siebie.

Po minięciu budynku naszym oczom ukazała się wieża widokowa. Stanęliśmy chwilę przy wiacie, zjedliśmy przekąskę i pieczątką odklepaliśmy kolejny zdobyty szczyt Korony Gór Polski. Na miejscu spotkaliśmy może sześciu innych turystów, więc tłokiem tego nazwać się zdecydowanie nie da.

Biskupia Kopa (890 m n.p.m.) – Rudolfsheim – Petrovy Boudy

W drodze powrotnej postanowiliśmy lekko zmodyfikować trasę. W okolicach ruin dawnego Rudolfsheim odbiliśmy na niebieski szlak w kierunku Petrovic.

I tutaj zrobiło się ciekawiej. Początkowy fragment zejścia był momentami naprawdę stromy. Nachylenie miejscami robiło wrażenie, a śliska nawierzchnia skutecznie przypominała, że upadek w błoto albo liście zawsze pozostaje opcją „premium”. Na szczęście najbardziej wymagający odcinek miał około 560 metrów długości.

Później odbiliśmy na żółty szlak prowadzący przez spokojny las. Po drodze minęliśmy bardzo ładnie zagospodarowane źródełko św. Rocha, gdzie „uzupełniliśmy „lizneliśmy” wodę. Ostatni odcinek był już czystą przyjemnością i spokojnym spacerem przez cichą, niemal pustą leśną głuszę.

Podsumowanie i parkowanie

Biskupia Kopa (890 m n.p.m.) może nie należy do najbardziej spektakularnych szczytów Korony Gór Polski, ale zdecydowanie ma swój klimat. Szczególnie od strony czeskiej to propozycja dla osób, które chcą zdobyć górę bez wielkiego wysiłku i jednocześnie poczuć choć trochę górskiej atmosfery.

Nasza mglista wersja wycieczki ma tutaj bardziej mistyczny niż widokowy charakter. Zamiast rozległych panoram czuć tu, ciszę i klimat jak z nieco mrocznej baśni. I szczerze? Wcale nie żałujemy. Gdyby jeszcze mgła była odrobinę gęstsza, człowiek zacząłby podejrzewać, że zza drzew wyjdzie jakaś górska zjawa albo przynajmniej zabłąkany Czech z termosikiem.

Od strony czeskiej wejście jest bardzo łatwe. Trasa jest krótka, szeroka i nadaje się nawet dla rodzin z dziećmi. Jeśli chcecie większego wysiłku albo dłuższej przygody, warto rozważyć warianty od polskiej strony.

Jeśli chodzi o parkowanie, przy Petrovy Boudy znajduje się niewielki darmowy parking. W czasie naszej wizyty bez problemu znaleźliśmy miejsce, ale przy lepszej pogodzie i w sezonie może być ciaśniej.

trasa

Galeria zdjęć z wyjazdu

Może zainteresuje Cię również


Jeśli podoba Ci się ten artykuł prosimy o udostępnienie :)

Polityka prywatności   /   ZLOMBOL OFFICIAL  /   EUVIC  /   SAIMON-DESIGN  /   INDEX   /   KONTAKT


Theme by Anders Norén Improoved by Saimon-Design::Software

© 2018-2026 Jesteśmy u Celu

-
Maksymalne zużycie pamięci: 15.48 MB