Ten tekst przeczytasz w 5 min.
od siebie słów kilka
Wąwóz Homole to jedna z najbardziej znanych atrakcji Małych Pienin i jednocześnie jedno z tych miejsc, które według przewodników „trzeba zobaczyć”, będąc w Jaworkach. Wąwóz znajduje się na terenie otuliny Popradzkiego Parku Krajobrazowego i prowadzi zielonym szlakiem w stronę najwyższego szczytu Pienin – Wysokiej (1050 m n.p.m.). To krótka, ale bardzo intensywna krajobrazowo trasa, pełna skał, mostków i wody, która płynie tu niemal cały czas tuż obok ścieżki.
Miejsce jest popularne, dlatego nie ma co liczyć tu na samotność na szlaku, zwłaszcza w sezonie. Z drugiej strony nie ma co się dziwić – wąwóz oferuje piękne zakątki. W wąwozie jest wąsko, zielono, miejscami surowo, a po deszczu także bardzo ślisko. To propozycja raczej na uważny spacer niż szybki marsz.
Naszym celem było przejście wąwozu, wyjście na hale powyżej i sprawdzenie, jak wypada on w porównaniu z Rezerwatem Biała Woda. Opcja wejścia na Wysoką pozostawała planem „jeśli starczy sił”. Pogoda była pochmurna, a nocne opady zrobiły swoje, więc wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie.
Legenda o kamiennych kręgach w Wąwozie Homole
Jednym z najbardziej intrygujących miejsc w Wąwozie Homole są kamienne kręgi znajdujące się na Dubantowskiej Polanie. Z nimi związana jest lokalna legenda, której bohaterem był duchowny próbujący „odczytać” ich tajemnicze znaczenie. Według podań ksiądz chciał rozszyfrować układ kamieni i odkryć ich prawdziwe przeznaczenie, dopatrując się w nich śladów dawnych obrzędów lub znaków pozostawionych przez siły nadprzyrodzone.
Legenda mówi, że każda próba zrozumienia kręgów kończyła się niepowodzeniem. Kamienie miały „milczeć”, a nocą rzekomo zmieniać swoje położenie. Niektórzy wierzyli, że to miejsce związane jest z dawnymi wierzeniami wołoskimi lub łemkowskimi, inni doszukiwali się tu pogańskich rytuałów. Dziś kręgi traktuje się raczej jako ciekawą formę krajobrazową niż zagadkę do rozwiązania, ale legenda wciąż dodaje temu miejscu nuty tajemniczości.
Krótki opis naszej trasy
Naszym celem było przejście wąwozu, wyjście na hale powyżej i sprawdzenie, jak wypada on w porównaniu z Rezerwatem Biała Woda. Opcja wejścia na Wysoką pozostawała planem „jeśli starczy sił”. Pogoda była pochmurna, a nocne opady zrobiły swoje, więc wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Po nocnych opadach było mokro, a kamienie i korzenie skutecznie przypominały, że to nie jest spacer po deptaku.
Jaworki – Dubantowska Polana
Na trasę ruszyliśmy zielonym szlakiem z Jaworek, niemal od razu po wyjściu z parkingu. Już na początku ścieżka zaczyna się delikatnie wspinać i szybko wchodzi w leśny wąwóz. Pierwszy odcinek prowadzi wąskim korytem wąwozu, z licznymi mostkami i przeprawami nad potokiem. Skały po obu stronach tworzą bardzo malowniczy krajobraz, a kaskady wody między nimi wyglądają naprawdę efektownie. Trzeba jednak iść uważnie, śliska nawierzchnia mogą doprowadzić do skręcenia kostki.
Po około kilometrze docieramy na Dubantowską Polanę z kamiennymi kręgami. Same kręgi są raczej skromne, ale uwagę przyciąga potężna Czajakowska Skała – wysoki, piramidalny ostaniec, który dominuje nad polaną. Zrobiliśmy tu krótki postój, obserwując okolicę i… lisy z młodymi, które pojawiły się zupełnie niespodziewanie.
Dubantowska Polana – Jameriska
Dalszy odcinek prowadzi w stronę polany Jameriska. Tu krajobraz znów się zmienia. Pojawia się kolejny imponujący ostaniec – Jameriska Skała, na którą można wejść od północnej strony. Wejście wymaga trochę sprawności, ale widoki ponad linią drzew są tego warte. A skoro można, to wiadomo – trzeba było wejść 😀
W tym miejscu spotkaliśmy też juhasów prowadzących owce na hale. Klimat zrobił się niemal podręcznikowo pieniński.
Polana pod Wysoką – powrót do Jaworek
Za Jameriską trasa na chwilę się wypłaszcza i prowadzi szutrową drogą w kierunku polany pod Wysoką. Tu zaczyna się już poważniejsze podejście. Błoto, zmęczenie po wcześniejszych wycieczkach i śliska trawa szybko ostudziły nasze ambicje. Po dojściu do Jaworu Strażaków stwierdziliśmy zgodnie, że na dziś wystarczy, i zawróciliśmy.
Wracając, odbiliśmy na szutrową drogę prowadzącą w stronę górnej stacji wyciągu Homole. To był strzał w dziesiątkę, bo trafiliśmy na świetny punkt widokowy z ławkami. Idealne miejsce na jedzenie i chwilę odpoczynku. Dalej trasa prowadzi już stromym, ale wygodnym zejściem z powrotem do Jaworek.
Całość naszej wycieczki zamknęła się w około 6 km i zajęła nam nieco ponad 3 godziny, głównie przez częste postoje. To idealna propozycja na pół dnia, zwłaszcza jeśli połączy się ją z innymi atrakcjami w okolicy Jaworek. My na pewno tu wrócimy, bo Wysoka wciąż czeka na „zaliczenie”.
Podsumowanie i parkowanie
Wąwóz Homole to miejsce, które robi wrażenie już od pierwszych metrów i bardzo szybko pokazuje, dlaczego trafił do niemal każdego przewodnika po Pieninach. Krótka trasa potrafi być zaskakująco intensywna. Skały, potok, mostki i wąskie przejścia sprawiają, że nie da się tu iść „na autopilocie”. Po deszczu trzeba zachować czujność, bo śliskie kamienie i błoto skutecznie weryfikują jakość podeszwy w butach. To nie jest trudna trasa, ale na pewno nie jest też zupełnie spacerowa.
Widokowo Wąwóz Homole przegrywa naszym zdaniem nieco z Rezerwatem Biała Woda, który oferuje więcej otwartej przestrzeni i panoram. Tutaj siłą jest klimat. Jest dziko, ciasno, zielono i momentami bardzo surowo. Kamienne ostańce, polany z owcami i legendy o kręgach sprawiają, że całość ma swój charakter. To idealna propozycja na pół dnia, szczególnie jako element większego planu w okolicach Jaworek.
Jeśli chodzi o parkowanie, w Jaworkach działa kilka dużych parkingów w pobliżu wejścia do wąwozu. Wszystkie są płatne, ale dobrze oznaczone i łatwo dostępne.























