Ten tekst przeczytasz w 9 min.
Błatnia (917 m n.p.m.) – niezwykle widokowy szczyt
Błatnia (917 m n.p.m.) nie należy do najwyższych szczytów Beskidu Śląskiego, ale zdecydowanie nadrabia widokami. Szerokie polany na grzbiecie sprawiają, że panorama otwiera się tutaj niemal na wszystkie strony. Widać między innymi Równicę (884 m n.p.m.), Czantorię Wielką (995 m n.p.m.), Baranią Górę (1220 m n.p.m.) oraz dalsze partie Beskidu Żywieckiego. Do tego dochodzi Schronisko PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.), rozległa przestrzeń i kilka ciekawych ścieżek edukacyjnych. My wybraliśmy pętlę z Jaworza-Nałęża. Weszliśmy niebieskim szlakiem, a wróciliśmy czerwonym grzbietem. Wyszło około 12 kilometrów bardzo przyjemnej wędrówki. Trochę lasu, trochę panoram i obowiązkowa szarlotka. Czyli klasyczny górski zestaw.
Kilka słów o Błatniej
Błatnia (917 m n.p.m.) leży w Beskidzie Śląskim i jest jednym z tych szczytów, które nie imponują wysokością, ale mają bardzo mocny charakter. Jej największym atutem jest rozległa polana szczytowa. Dzięki niej widoki są naprawdę szerokie i pozwalają dobrze poznać zachodnią część Beskidu Śląskiego.
Przy dobrej pogodzie doskonale widać Równicę (884 m n.p.m.), Czantorię Wielką (995 m n.p.m.) i Baranią Górę (1220 m n.p.m.). Dalej można wypatrzyć także fragmenty Beskidu Żywieckiego, w tym okolice Romanki (1366 m n.p.m.) i Rysianki (1322 m n.p.m.).
Na popularność Błatniej wpływa też infrastruktura. Poniżej szczytu działa Schronisko PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.), a jeszcze niżej Ranczo Błatnia. Mimo braku utwardzonej drogi potrafi tu być naprawdę tłoczno. Na szczęście sama przestrzeń wokół szczytu jest ogromna, więc ludzie nie wiszą sobie na plecach tak bardzo, jak można by się spodziewać.
Ciekawym dodatkiem są ścieżki edukacyjne. W okolicy prowadzą między innymi Szlak Szklany i Szlak Drwali. Przy trasach ustawiono tablice opisujące historię miejscowości, dawnych zawodów i gospodarki leśnej.
Błatnia (917 m n.p.m.) nie jest technicznie trudna, ale wymaga kilku godzin marszu. Niezależnie od wariantu trzeba liczyć się z dłuższym podejściem. To bardziej wycieczka dla tych, którzy lubią iść, niż dla tych, którzy chcą wysiąść z auta i po 20 minutach być na szczycie.
Schronisko PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.)
Schronisko PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.) stoi na południowym zboczu Błatniej, tuż poniżej głównego grzbietu. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów turystycznych w tej części Beskidu Śląskiego.
Historia schroniska sięga okresu międzywojennego. Pierwszy obiekt powstał tutaj w 1926 roku z inicjatywy niemieckiego stowarzyszenia turystycznego z Bielska. Po II wojnie światowej budynek przejęły polskie organizacje turystyczne, a z czasem trafił pod opiekę PTTK. W kolejnych dekadach schronisko rozbudowywano i modernizowano, dzięki czemu dziś może przyjąć sporą liczbę turystów.
Położenie schroniska jest bardzo dobre. Z okolic budynku można podziwiać szeroką część Beskidu Śląskiego. Schronisko leży przy ważnym węźle szlaków. Można stąd ruszyć w stronę Klimczoka (1117 m n.p.m.), Brennej, Jaworza albo Górek Wielkich. Dzięki temu Błatnia świetnie nadaje się zarówno na osobną wycieczkę, jak i element dłuższej trasy grzbietowej.
Sam obiekt jest duży i bardzo popularny. W słoneczne weekendy trudno liczyć tutaj na pustki. My oczywiście skorzystaliśmy też z gastronomii. Szarlotka była bardzo dobra, więc w tej kwestii pełen profesjonalizm badawczy został zachowany.
Krótki opis naszej trasy
Na Błatnią (917 m n.p.m.) ruszyliśmy na początku maja. Pogoda dopisała niemal idealnie. Było słonecznie, ciepło i bardzo przejrzyście. Temperatura nie męczyła, a widoczność zapowiadała naprawdę dobre panoramy.
Plan zakładał pętlę z Jaworza-Nałęża. Chcieliśmy wejść na Błatnią niebieskim szlakiem, a następnie zejść czerwonym grzbietem przez kolejne wzniesienia. Trasa miała około 12 kilometrów, więc zapowiadał się spokojny, ale całkiem konkretny dzień w górach.
Jaworze-Nałęże i początek Szlaku Szklanego
Samochód zostawiliśmy w Jaworzu-Nałężu, w pobliżu kaplicy św. Jana Nepomucena. To właśnie tutaj zaczynają się dwie lokalne ścieżki edukacyjne. Jedna nosi nazwę Szlaku Drwali, druga Szlaku Szklanego.
My wybraliśmy ten drugi.
Początkowo trasa prowadzi szeroką, utwardzoną drogą. Nachylenie jest niewielkie i idzie się bardzo wygodnie. Poranne powietrze było jeszcze rześkie, a las skutecznie chronił przed słońcem.
Przy drodze ustawiono tablice informacyjne. Można na nich poczytać o historii Jaworza, dawnych hutach szkła oraz gospodarce leśnej. Dzięki temu pierwsze kilometry nie są wyłącznie zwykłym marszem.
Po około dwóch kilometrach kończy się utwardzona nawierzchnia. Dalej idziemy szerokim leśnym traktem. Droga nadal jest wygodna, ale zaczyna stopniowo nabierać wysokości.
Niebieskim szlakiem w stronę Błatniej (917 m n.p.m.)
Z czasem podejście staje się wyraźniejsze. Momentami szlak skraca serpentyny i prowadzi bardziej bezpośrednio pod górę.
Nie jest jednak dramatycznie.
Dużym plusem jest las. Nawet gdy słońce stało już wysoko, większość trasy przebiegała w cieniu. Dzięki temu podejście nie męczyło tak mocno, jak mogłoby przy otwartym terenie.
Po około czterech kilometrach niebieski szlak łączy się z żółtym szlakiem prowadzącym z innej części Jaworza. Niedługo później dochodzi również niebieski szlak z Wapienicy.
Od tego miejsca zrobiło się znacznie tłoczniej.
Wcześniej szliśmy w spokojnych warunkach. Teraz na trasie pojawiły się większe grupy turystów. Błatnia przypomniała nam, że jednak należy do popularnych miejsc.
Polana i dawna chata drwali
Po opuszczeniu głównego przebiegu Szlaku Szklanego trafiliśmy na odcinek prowadzący Szlakiem Drwali. Tutaj podejście zrobiło się trochę bardziej konkretne. Nadal jednak nie było szczególnie trudne.
W pewnym momencie odbiliśmy nieco w stronę ruin dawnej chaty drwali. To był bardzo dobry pomysł.
Niewielka polana dawała trochę ciszy i spokoju. Praktycznie nie było tam innych turystów. Mogliśmy więc spokojnie popatrzeć na południową część Beskidu Śląskiego.
Dobrze było też widać samą Błatnią (917 m n.p.m.) oraz charakterystyczny tron stojący na grzbiecie. Stąd do szczytu zostało już około dziesięciu minut.
Błatnia (917 m n.p.m.) i słynny tron
Po wejściu na grzbiet odczekaliśmy chwilę i zasiedliśmy na charakterystycznym drewnianym tronie. Z tego miejsca roztacza się szeroka panorama zachodniej i południowej części Beskidu Śląskiego. Doskonale widać Stożek (884 m n.p.m.) i Czantorię Wielką (995 m n.p.m.). Przy dobrej widoczności wzrok sięga dalej, w stronę Baraniej Góry (1220 m n.p.m.) i Beskidu Żywieckiego.
A tego dnia warunki były fantastyczne.
Po zdjęciach zeszliśmy na szeroką polanę szczytową. Znaleźliśmy spokojne miejsce i usiedliśmy na dłużej.
Przez mniej więcej pół godziny po prostu oglądaliśmy góry. I właśnie w takich chwilach człowiek zaczyna się zastanawiać, po co właściwie gdzieś dalej iść.
Schronisko PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.) i dalsza droga
Po odpoczynku ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Schroniska PTTK na Błatniej (891 m n.p.m.).
Schronisko jest spore i przy dobrej pogodzie potrafi być naprawdę pełne. Tego dnia nie było inaczej.
My mieliśmy tutaj jasno określony cel – Szarlotka 🙂
Po krótkim postoju i uzupełnieniu kalorii ruszyliśmy dalej. Minęliśmy Ranczo Błatnia i skierowaliśmy się w stronę kolejnych, nieco niższych, wzniesień. Po drodze zatrzymaliśmy się także przy pomniku upamiętniającym potyczkę żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej. Później trasa zaczęła spokojnie opadać.
Wielka Cisowa, Mała Cisowa i Czupel
Czerwony szlak prowadzi dalej grzbietem przez Wielką Cisową (878 m n.p.m.), Małą Cisową (829 m n.p.m.) i Czupel (746 m n.p.m.).
Ten fragment bardzo nam się podobał. Trasa prowadzi szeroką drogą i łagodnie schodzi w dół. Co jakiś czas las otwiera się i pozwala spojrzeć na okoliczne pasma z zupełnie innej perspektywy.
To dobre miejsce, żeby trochę odpocząć po wcześniejszym podejściu. Nie trzeba już walczyć z nachyleniem. Można po prostu iść i patrzeć.
Zejście spod Łazka do Jaworza
Po dotarciu do rozwidlenia pod Łazkiem skręciliśmy w prawo. Nadal trzymaliśmy się czerwonego szlaku prowadzącego w stronę Jaworza.
Od tego miejsca zejście robi się wyraźnie bardziej strome. Miejscami przez drzewa można jeszcze spojrzeć w stronę Błatniej (917 m n.p.m.). Technicznie zejście nadal nie jest bardzo trudne, ale przy mokrym podłożu warto jednak uważać, bo leśna ścieżka potrafi być śliska.
Po kilku kolejnych kilometrach wróciliśmy w stronę Jaworza-Nałęża i zamknęliśmy pętlę.
Cała trasa miała około 12 kilometrów. Razem z dłuższymi przerwami potrzebowaliśmy około pięciu i pół godziny.
Podsumowanie i parkowanie
Błatnia (917 m n.p.m.) zdecydowanie zasługuje na swoją popularność.
Nie jest najwyższym ani najbardziej spektakularnym szczytem Beskidu Śląskiego. Za to oferuje coś, co czasami okazuje się znacznie ważniejsze. Dużo przestrzeni, szerokie panoramy i kilka bardzo przyjemnych wariantów dojścia.
Nasza pętla z Jaworza-Nałęża była naprawdę udana.
Podejście niebieskim szlakiem jest stosunkowo łagodne i dobrze rozłożone w czasie. Największym wyzwaniem jest po prostu długość. Trzeba liczyć się z co najmniej kilkoma kilometrami marszu pod górę.
Sama Błatnia (917 m n.p.m.) odpłaca za ten wysiłek z nawiązką.
Widoki są kapitalne. Przy dobrej pogodzie można długo siedzieć na polanie i tylko patrzeć na kolejne pasma. Do tego mamy schronisko, kilka ciekawych ścieżek edukacyjnych i dużą liczbę wariantów dalszej wędrówki.
Jeżeli szukacie szczytu typowo widokowego, Błatnia jest naprawdę mocnym kandydatem.
Trzeba tylko pamiętać, że w słoneczny weekend nie będziecie tutaj sami. Na szczęście polany są tak rozległe, że tłum nie przeszkadza aż tak bardzo.
Jeśli chodzi o parking, sytuacja wygląda bardzo dobrze. Przy początku niebieskiego szlaku w Jaworzu-Nałężu znajduje się duży, szutrowy parking. Jest bezpłatny i stanowi bardzo wygodny punkt startowy.
Czy wrócilibyśmy na Błatnią? … Zdecydowanie tak.
To świetna reklama Beskidu Śląskiego. Niby nic ekstremalnego, a panoramy potrafią zrobić bardzo duże wrażenie.
I jeszcze ta szarlotka.




































