Ten tekst przeczytasz w 9 min.
Wyrchgóra (519 m n.p.m.) w Goleszowie – mały szczyt z naprawdę wielkim widokiem
Wyrchgóra (519 m n.p.m.) to jedno z tych miejsc, których raczej nie znajdziemy na pierwszych stronach górskich przewodników. Leży nad Goleszowem, na Pogórzu Śląskim, tuż przy Beskidzie Śląskim. Sama wysokość nie robi wielkiego wrażenia, ale panorama ze zbocza już zdecydowanie tak. Widać stąd między innymi Czantorię, Równicę oraz dalsze partie Beskidu Śląskiego. My trafiliśmy tutaj trochę przypadkiem i właśnie dlatego wycieczka okazała się tak dużym zaskoczeniem. Do tego dorzuciliśmy zbiornik Ton, ciekawy Wąwóz Ajsznyt i krótkie, ale konkretne podejście. Wyszła z tego świetna pętla na spokojne popołudnie. Taki trochę lokalny Secret Place, o którym właśnie piszemy w internecie. Czyli jak zwykle w naszym przypadku logika bez zarzutu ;).
Kilka słów o Wyrchgórze
Wyrchgóra, spotykana również pod nazwą Wyrgóra (519 m n.p.m.), wznosi się nad Goleszowem w zachodniej części Pogórza Cieszyńskiego. Jest drugim pod względem wysokości punktem masywu Jasieniowej, nazywanej także Goleszowską Górką (521 m n.p.m.).
Nie jest to klasyczny górski szczyt, dla którego ktoś planuje tygodniowy urlop i kupuje trzy nowe komplety sprzętu. Właśnie na tym polega jednak jego urok.
Największą atrakcją jest punkt widokowy położony tuż przy szczycie. Przy dobrej pogodzie panorama obejmuje znaczną część Beskidu Śląskiego. Bardzo dobrze widać między innymi Małą Czantorię (866 m n.p.m.) i Wielką Czantorię (995 m n.p.m.). Na miejscu ustawiono również tablicę pomagającą rozpoznać poszczególne elementy panoramy oraz drewnianą ławeczkę.
Okolica ma również ciekawą przemysłową przeszłość. Jasieniowa przez wiele lat była związana z wydobyciem wapienia dla goleszowskiej cementowni. Pozostałości dawnych wyrobisk nadal mocno wpływają na krajobraz. Jedną z nich jest Wąwóz Ajsznyt, którym poprowadzono fragment naszej trasy. Dawniej przebiegało tędy torowisko kolejki wąskotorowej transportującej kamień do zakładu.
Wyrchgóra (519 m n.p.m.) świetnie nadaje się na krótką wycieczkę. Można wejść tutaj łagodniej od strony ulicy Olimpijskiej albo wybrać ciekawszy wariant od zbiornika Ton. My oczywiście wybraliśmy ten drugi. Skoro można było dorzucić trochę wysiłku, wąwóz i strome podejście, to trudno było nam odmówić.
Krótki opis naszej trasy
Na Wyrchgórę (519 m n.p.m.) wybraliśmy się pod koniec kwietnia. Pogoda prezentowała się wręcz idealnie. Świeciło słońce, niebo było niemal bezchmurne, a jednocześnie było naprawdę zimno.
Plan mieliśmy prosty. Najpierw chcieliśmy zajrzeć nad zbiornik Ton, który opisaliśmy szerzej w osobnym artykule. Później zamierzaliśmy przejść czerwonym Szlakiem Spacerowym Jasieniowa przez Wąwóz Ajsznyt i wejść na Wyrchgórę. Powrót zaplanowaliśmy spokojniejszym wariantem przez ulicę Olimpijską.
Ostatecznie wyszła nam krótka pętla licząca około 4,5 kilometra. Jak na tak niewielki dystans atrakcji było zaskakująco dużo.
Z parkingu przy ulicy Grabowej nad zbiornik Ton
Samochód zostawiliśmy na niewielkim parkingu przy ulicy Grabowej w Goleszowie. Stąd w pierwszej kolejności skierowaliśmy się nad pobliski zbiornik Ton.
Sam zbiornik jest niewielki, ale bardzo malowniczy. Przy słonecznej pogodzie jego zielonkawa woda wygląda naprawdę ciekawie. Można również obserwować sporo życia zarówno na powierzchni, jak i tuż pod wodą.
Próbowaliśmy zrobić pełne obejście zbiornika. Mapy sugerowały, że powinno się udać. Jednak nie udało się :).Część terenu została ogrodzona i nie ma możliwości wygodnego przejścia pełnej pętli. Zamiast więc szukać sposobu na przechodzenie przez prywatne posesje, wróciliśmy w stronę czerwonego Szlaku Spacerowego Jasieniowa.
Od tego miejsca rozpoczęła się właściwa część naszej wycieczki.
Szlakiem Spacerowym Jasieniowa do Wąwozu Ajsznyt
Początkowo czerwony szlak prowadzi przez spokojny las. Podejście jest łagodne i poza krótkim fragmentem na początku nie wymaga większego wysiłku.
Po około kilometrze dotarliśmy do rozwidlenia prowadzącego w stronę Wąwozu Ajsznyt. Sam wąwóz ma około 140 metrów długości i zdecydowanie warto przez niego przejść.
Ajsznyt nie jest naturalnym wąwozem w takim znaczeniu jak Wąwóz Homole. To pozostałość dawnego kamieniołomu i działalności przemysłowej na Jasieniowej (521 m n.p.m.). Dawniej właśnie tędy przebiegała kolejka wąskotorowa transportująca wydobywany wapień. Teren dawnych kamieniołomów objęto w 2009 roku ochroną jako stanowisko dokumentacyjne „Jasieniowa”.
Mimo przemysłowego pochodzenia miejsce wygląda dzisiaj bardzo naturalnie. Wąska ścieżka prowadzi pomiędzy stromymi, porośniętymi roślinnością zboczami. Nie spodziewaliśmy się czegoś takiego praktycznie w środku Goleszowa. Wrażenie było trochę podobne do wspomnianego wcześniej Wąwozu Homole, oczywiście w mocno pomniejszonej wersji. Tam mamy pienińską atrakcję znaną w całej Polsce. Tutaj mamy około 140 metrów wąwozu, o którym połowa turystów jadących do Ustronia prawdopodobnie nigdy nie słyszała.
I może właśnie dlatego jest tutaj tak przyjemnie.
Z Wąwozu Ajsznyt na Wyrchgórę (519 m n.p.m.)
Po wyjściu z Wąwozu Ajsznyt przez chwilę szliśmy niemal płaską ścieżką przez las.
A później skończyło się spacerowanie.
Ostatnie podejście na Wyrchgórę (519 m n.p.m.) jest krótkie, ale naprawdę konkretne. Na dystansie około 200 metrów teren mocno pnie się do góry. Mocno do góry tak, że nawet oficjalne materiały gminy również wskazują, że fragment podejścia od strony dawnych kamieniołomów wymaga dobrej kondycji i ostrożności.
Nie ma tutaj lin, klamer ani innych zabezpieczeń. Przy suchej nawierzchni wystarczy trochę sprawności i dobre buty. Po deszczu zejście w przeciwną stronę mogłoby jednak dostarczyć znacznie więcej atrakcji, niż ktokolwiek potrzebuje.
Najlepsze zaczyna się po wyjściu ponad linię drzew.
Praktycznie z każdym krokiem panorama staje się coraz szersza. Najpierw pojawia się Równica (884 m n.p.m.), później Czantorie i kolejne fragmenty Beskidu Śląskiego. Zatrzymywaliśmy się kilka razy, mimo że do celu zostało już naprawdę niewiele.
Ten krótki fragment bardzo szybko daje efekt „wow”.
Wyrchgóra (519 m n.p.m.) – nasze małe odkrycie nad Goleszowem
Po około 200 metrach stromszego podejścia dotarliśmy w okolice szczytu Wyrchgóry (519 m n.p.m.).
I tutaj nastąpiło największe zaskoczenie całej wycieczki.
Na punkcie widokowym znajduje się drewniana ławka ze stolikiem oraz tablica opisująca panoramę. Sam szczyt leży jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej i jest zalesiony. Znajduje się tam również oznaczenie Wyrchgóry oraz pieczątka dla kolekcjonerów.
Najważniejszy był jednak widok.
Przed nami rozciągał się Beskid Śląski. Do tego cisza. Żadnego tłumu. Żadnej kolejki do zdjęcia. Żadnych dwudziestu osób zastanawiających się, kto teraz z mim i w jakiej pozycji ma usiąść na ławce.
Usiedliśmy, wyciągnęliśmy nasze przekąski i przez dłuższą chwilę po prostu patrzyliśmy na góry.
Właśnie tutaj spotkaliśmy również Fazola na Szlaku, lokalnego społecznika i twórcę internetowego, dzięki któremu wcześniej dowiedzieliśmy się o tym miejscu. Mały górski internet zrobił więc pełne kółko. 😄
Serdecznie pozdrawiamy i zachęcamy do zaglądania na jego profil. Wokół Wyrchgóry organizowane są również lokalne inicjatywy zachęcające mieszkańców do wspólnych spacerów i odkrywania okolicy.
Spokojny powrót przez ulicę Olimpijską
Po dłuższym odpoczynku ruszyliśmy dalej. Od Wyrchgóry (519 m n.p.m.) wybraliśmy trasę w stronę ulicy Olimpijskiej. W porównaniu z podejściem od Wąwozu Ajsznyt ten fragment jest wręcz rekreacyjny.Ścieżka spokojnie opada przez las i po pewnym czasie dochodzi do asfaltowej drogi. W okolicy znajdują się również pozostałości dawnych skoczni narciarskich w Goleszowie.
My nie kombinowaliśmy już z kolejnymi wariantami. Ulicą Olimpijską ruszyliśmy naokoło w stronę zbiornika Ton, a następnie wróciliśmy do samochodu przy ulicy Grabowej.
Cała pętla miała około 4,5 kilometra. Razem z przystankiem nad zbiornikiem Ton, odpoczynkiem na Wyrchgórze i naszym standardowym tempem „idziemy, ale co chwilę robimy zdjęcia” potrzebowaliśmy około dwóch i pół godziny.
Jak na niedługi spacer wynik całkiem konkretny. Tyle że tutaj zdecydowanie nie chodziło o bicie rekordów.
Podsumowanie i parkowanie
Wyrchgóra (519 m n.p.m.) była dla nas jednym z większych pozytywnych zaskoczeń w tej części Śląska.
Nie jest wysoka. Nie znajdziemy jej na listach najbardziej spektakularnych polskich szczytów. Także nie trzeba też szykować się na całodniową wyprawę. A mimo tego jest tutaj naprawdę świetnie.
Połączenie zbiornika Ton, Wąwozu Ajsznyt i punktu widokowego na Wyrchgórze daje bardzo urozmaiconą trasę. Dostajemy trochę lasu, trochę geologii, trochę lokalnej historii i na koniec kapitalną panoramę Beskidu Śląskiego.
Najciekawszy jest chyba kontrast pomiędzy popularnością miejsca a tym, co oferuje. Przy tak dobrym widoku spodziewalibyśmy się zdecydowanie większej liczby turystów.
Z jednej strony szkoda, że Wyrchgóra pozostaje tak mało znana.
Z drugiej… może dobrze, że tak jest.
Oczywiście właśnie opublikowaliśmy o niej artykuł na blogu, więc konsekwencja nie jest dzisiaj naszą najmocniejszą stroną.
Jeżeli ktoś nie chce mierzyć się ze stromym podejściem od strony Wąwozu Ajsznyt, może dojść na Wyrchgórę (519 m n.p.m.) od ulicy Olimpijskiej. Ten wariant jest dużo spokojniejszy. Dzięki temu miejsce świetnie nadaje się nawet na krótki niedzielny lub popołudniowy spacer.
Z parkowaniem jest trochę gorzej. Przy samym zbiorniku Ton nie ma dużego ogólnodostępnego parkingu. W okolicy znajduje się niewielkie miejsce postojowe, ale nie warto liczyć na dużą liczbę wolnych miejsc. Większy, choć nadal niewielki parking znajduje się przy ulicy Grabowej, w rejonie przedszkola. Jeden z opisów trasy wskazuje właśnie ten parking jako bezpłatny punkt startowy.
Czy polecamy Wyrchgórę?
Zdecydowanie tak.
To świetna propozycja, jeśli mamy dwie lub trzy wolne godziny i chcemy zobaczyć coś mniej oczywistego. Niepozorny szczyt, bardzo przyjemna pętla i widoki znacznie lepsze, niż sugerowałaby wysokość 519 metrów.
Czasami właśnie takie miejsca zapamiętuje się najlepiej.















