Ten tekst przeczytasz w 9 min.
Przełom Dunajca – pieszo przez jeden z najpiękniejszych zakątków Pienin
Przełom Dunajca to jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów Pienin i miejsce znane przede wszystkim z tradycyjnych spływów flisackimi tratwami. Rzeka przeciska się tutaj pomiędzy stromymi wapiennymi zboczami, tworząc liczne zakola na granicy Polski i Słowacji. Przełom można jednak poznawać nie tylko z perspektywy tratwy. Wzdłuż Dunajca prowadzi niemal płaska Droga Pienińska, dostępna dla pieszych i rowerzystów. My właśnie tę opcję wybraliśmy, ruszając ze Szczawnicy na spokojny spacer w stronę Czerwonego Klasztoru i Sromowców Niżnych. Były góry, mróz, słowackie jedzenie i widoki, dla których zdecydowanie warto tutaj wrócić.
Kilka słów o Przełomie Dunajca
Przełom Dunajca przecina Pieniny i tworzy naturalną granicę pomiędzy Polską a Słowacją. Rzeka płynie tutaj pomiędzy stromymi wapiennymi zboczami. Nad wodą wyrastają między innymi Sokolica (747 m n.p.m.), Trzy Korony z Okrąglicą (982 m n.p.m.) oraz słowacka Holica, nazywana również Golicą (828 m n.p.m.).
Najbardziej znanym sposobem zwiedzania przełomu pozostaje oczywiście spływ Dunajcem. Tradycyjne tratwy prowadzone przez flisaków stały się jednym z symboli Pienin. Turystykę w tym miejscu rozwijano już w XIX wieku, a pierwszy opis zorganizowanego spływu pochodzi z 1840 roku.
Przełom można jednak poznawać również z brzegu. Prowadzi nim Droga Pienińska łącząca Szczawnicę z Czerwonym Klasztorem. Ma 9,7 km długości, z czego większość znajduje się po stronie słowackiej. Obecnie służy pieszym i rowerzystom.
I właśnie ten wariant wybraliśmy. Bez wspinania, bez stromych podejść i bez zadyszki. Za to praktycznie cały czas z Dunajcem oraz pienińskimi skałami przed oczami.
Schronisko PTTK Orlica
Schronisko PTTK Orlica znajduje się nad Szczawnicą, na zboczu Bystrzyka (704 m n.p.m.), tuż obok początku Drogi Pienińskiej. Według oficjalnych informacji PTTK obiekt działa przez cały rok i oferuje noclegi oraz zaplecze gastronomiczne.
Historia Orlicy rozpoczęła się w 1932 roku. Budynek powstał jako prywatny pensjonat. PTTK wydzierżawiło go w 1951 roku, a w 1969 roku stało się jego właścicielem. Charakterystyczna willa wykończona drewnem do dziś zachowała klimat dawnej turystyki pienińskiej.
Orlica jest trochę nietypowym schroniskiem. Nie trzeba zdobywać jej po kilku godzinach marszu z plecakiem. Od Drogi Pienińskiej dzieli ją jedynie krótkie podejście. To sprawia, że można tutaj zajrzeć nawet podczas zwykłego spaceru ze Szczawnicy.
W środku działa bufet i jadalnia, więc jest gdzie odpocząć przed dalszą drogą. Obok znajduje się również Pieniński Ośrodek Historii Turystyki Górskiej. Jego ekspozycja opowiada między innymi o historii turystyki w Pieninach, flisactwie oraz Pienińskim Parku Narodowym.
Dla nas Orlica była po prostu jednym z pierwszych przystanków na trasie. I właśnie w tym tkwi jej największa zaleta – jest schroniskiem górskim dostępnym niemal dla każdego.
Historia
Choć Dunajec przeciskał się przez pienińskie skały na długo przed pojawieniem się pierwszych turystów, ludzie dość szybko odkryli potencjał tego miejsca. Już w XVIII wieku przełom przyciągał badaczy i podróżników. W 1751 roku odnotowano pierwsze przejście z Czerwonego Klasztoru do Leśnicy przez przełom.
Prawdziwa turystyczna kariera Dunajca rozpoczęła się jednak w XIX wieku wraz z rozwojem Szczawnicy. Pierwszy opis zorganizowanego spływu pochodzi z 1840 roku. Dwa lata później opisywano już całe flotylle składające się z kilkunastu łodzi.
Ogromne znaczenie miała również budowa Drogi Pienińskiej. Jej powstanie zainicjował Józef Szalay. Prace rozpoczęły się w latach 70. XIX wieku, a całą trasę ukończono w 1884 roku. Budowniczowie musieli wysadzać skały oraz tworzyć wysokie kamienne nasypy, aby zmieścić drogę pomiędzy Dunajcem a stromymi zboczami.
W XX wieku zaczęto coraz mocniej chronić przyrodę Pienin. W 1932 roku po obu stronach granicy utworzono obszary chronione, tworząc pierwszy w Europie transgraniczny park natury.
Dziś Dunajec nadal płynie pomiędzy tymi samymi skałami. Zamiast dawnych podróżników mamy jednak flisaków, piechurów, rowerzystów i całkiem sporą liczbę aparatów fotograficznych.
Ciekawostki
- Droga Pienińska ma 9,7 km długości – jedynie około 1,7 km znajduje się po polskiej stronie.
- Trasa jest niemal płaska – dlatego nadaje się nie tylko dla piechurów i rowerzystów. Pieniński Park Narodowy wymienia ją również wśród tras dostępnych dla osób poruszających się na wózkach oraz rodzin z wózkami dziecięcymi.
- Droga Pienińska powstała w XIX wieku – budowę rozpoczęto z inicjatywy Józefa Szalaya, a ukończono w 1884 roku.
- Przełom można oglądać z góry – jednym z najlepszych punktów jest Sokolica (747 m n.p.m.), której południowe zbocza opadają około 300 metrów w kierunku Dunajca.
- Holica, zwana też Golicą (828 m n.p.m.), znajduje się po słowackiej stronie i tworzy charakterystyczne obramowanie przełomu.
- Spływy Dunajcem mają długą historię – pierwszy opis spływu jako zorganizowanej atrakcji turystycznej pochodzi z 1840 roku.
- Droga miała być dostępna dla pojazdów, ale kolejne powodzie skutecznie weryfikowały te plany. Dziś służy turystom pieszym i rowerowym.
- Na Słowacji można odbić do Leśnicy – od Drogi Pienińskiej prowadzi tam krótka trasa przez dolinę Leśnickiego Potoku.
Nasze zwiedzanie – ze Szczawnicy w stronę przełomu
Na Przełom Dunajca wybraliśmy się w dzień przeznaczony teoretycznie na odpoczynek. Dzień wcześniej zdobyliśmy Wysoką (1050 m n.p.m.), a następnego dnia czekała na nas Radziejowa (1266 m n.p.m.). Potrzebowaliśmy więc czegoś spokojniejszego. Najlepiej płaskiego. Bardzo płaskiego.
Wczesnym rankiem zostawiliśmy samochód w Szczawnicy, w okolicy skrzyżowania ulic Głównej i Pienińskiej. Było naprawdę mroźno, ale pogoda nie zamierzała nas zniechęcić.
Ruszyliśmy wzdłuż Dunajca.
Na początek przywitał nas Góral z ciupagą stojący na skale Kotuńka. Trudno go przeoczyć, bo charakterystyczna rzeźba od lat jest jednym z symboli tej części Szczawnicy.
Pierwszy fragment trasy bardziej przypomina spacer po uzdrowisku niż górską wyprawę. Idziemy wygodnym deptakiem wzdłuż rzeki. Nie ma podejść, kamieni ani błota. Można po prostu spacerować i patrzeć przed siebie.
Po drodze minęliśmy Schronisko PTTK Orlica. Budynek znajduje się nieco powyżej głównej trasy, więc dotarcie do niego wymaga tylko krótkiego podejścia. Można tutaj zrobić pierwszy postój, choć na tym etapie wycieczki trudno jeszcze uczciwie twierdzić, że człowiek zasłużył na regeneracyjny posiłek.
Szliśmy więc dalej.
Po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej krajobraz zaczął robić coraz większe wrażenie. Skończył się miejski deptak, a jego miejsce zajęła szeroka i wygodna droga szutrowa.
I tutaj zaczyna się właściwa magia Przełomu Dunajca.
Nasze zwiedzanie – pomiędzy Dunajcem a pienińskimi skałami
Z jednej strony cały czas towarzyszyła nam rzeka. Z drugiej wyrastały coraz bardziej strome pienińskie zbocza. Co jakiś czas wystarczyło podnieść głowę, żeby zobaczyć wapienne ściany wyglądające niemal tak, jakby znajdowały się na wyciągnięcie ręki.
Nad przełomem górują między innymi Sokolica (747 m n.p.m.) oraz słowacka Holica (828 m n.p.m.). Szczególnie Sokolica robi z poziomu rzeki ogromne wrażenie. Jej strome zbocza wyrastają wysoko ponad Dunajcem.
Droga cały czas pozostaje jednak banalnie łatwa. Nie trzeba właściwie zastanawiać się nad przebiegiem trasy. Dunajec z jednej strony, skały z drugiej. Jeśli ktoś tutaj zabłądzi, powinien chyba znaleźć dobrego specjalistę od głowy.
Po kilku kilometrach dotarliśmy mniej więcej do jednego z większych zakoli Dunajca. Łącznie przeszliśmy około pięciu kilometrów w głąb przełomu i zdecydowaliśmy, że na ten dzień wystarczy.
Całą drogę do Czerwonego Klasztoru zostawiliśmy sobie na inną okazję. Pełna Droga Pienińska ma prawie 10 kilometrów, więc przejście jej w obie strony oznacza już całkiem konkretny spacer.
W drodze powrotnej odbiliśmy jeszcze doliną Leśnickiego Potoku do słowackiej Leśnicy. Mieliśmy tutaj bardzo konkretny cel.
Jedzenie.
Trafiliśmy do Chaty Pieniny i tutaj pozwolimy sobie na całkowicie niesponsorowane polecenie. Po zimowym spacerze słowackie jedzenie smakowało dokładnie tak, jak powinno. Vypražaný syr, knedliki czy rozgrzewająca zupa czosnkowa potrafią bardzo skutecznie przekonać człowieka, że zejście z głównej trasy było znakomitym pomysłem.
Po posiłku wróciliśmy tą samą drogą do Szczawnicy.
Miał to być tylko lekki rozruch pomiędzy dwoma górskimi wycieczkami. Ostatecznie wyszedł z tego jeden z przyjemniejszych spacerów podczas całego pobytu w Pieninach.
Podsumowanie
Przełom Dunajca jest jednym z tych miejsc, które można poznawać na kilka zupełnie różnych sposobów. Najbardziej klasycznym pozostaje oczywiście spływ tratwami. Sami mieliśmy okazję spróbować go jeszcze w dzieciństwie i zdecydowanie warto choć raz zobaczyć Pieniny właśnie z perspektywy rzeki.
Tym razem jednak przekonaliśmy się, że spacer wzdłuż Dunajca wcale nie jest gorszym rozwiązaniem.
Wręcz przeciwnie. Można zatrzymywać się praktycznie kiedy się chce, spokojnie obserwować skały i bez pośpiechu chłonąć krajobraz. A wszystko bez mozolnego zdobywania wysokości.
Droga Pienińska jest świetną propozycją dla rodzin z dziećmi, spacerowiczów oraz osób, które zwyczajnie nie mają ochoty zdobywać kolejnego szczytu. Rowerzyści mogą natomiast bez większego wysiłku pokonać całą trasę aż do Czerwonego Klasztoru.
Warto jedynie pamiętać o jej długości. Prawie 10 kilometrów w jedną stronę może brzmieć niewinnie, dopóki nie przypomnimy sobie, że trzeba jeszcze jakoś wrócić.
Na trasę warto zabrać wodę i coś do jedzenia. Na głównym odcinku przełomu nie należy liczyć na gastronomię za każdym zakrętem. Za to po odbiciu do Leśnicy można już nadrobić kalorie w słowackim wydaniu.
Czy warto specjalnie przyjechać? Zdecydowanie tak. To nie jest tylko dodatek do Szczawnicy. Przełom Dunajca jest jedną z największych atrakcji całych Pienin.
I chętnie tutaj wrócimy. Następnym razem być może rowerem i już przez całą Drogę Pienińską.
Parkowanie
Od strony Szczawnicy najwygodniej zostawić samochód w pobliżu początku Drogi Pienińskiej. W rejonie ulicy Flisackiej znajduje się duży parking wielopoziomowy, który jest dobrym rozwiązaniem szczególnie w bardziej oblegane dni.
My przyjechaliśmy wcześnie rano i udało nam się znaleźć jedno z dosłownie kilku bezpłatnych miejsc w okolicy skrzyżowania ulic Głównej i Pienińskiej. Jeżeli również chcecie spróbować tego wariantu, warto pojawić się naprawdę wcześnie. Później pozostaje już klasyka turystycznych miejscowości – kto pierwszy, ten nie płaci.wek spotykanych w innych popularnych miejscowościach turystycznych.





















