Ten tekst przeczytasz w 12 min.
Wysoka (1050 m n.p.m.) przez Durbaszkę i Wąwóz Homole – piękna pętla z Jaworek
Wysoka, nazywana również Wysokimi Skałkami (1050 m n.p.m.), to najwyższy szczyt całych Pienin i jeden z punktów Korony Gór Polski. Leży w Małych Pieninach, nieco na uboczu względem znacznie popularniejszych Trzech Koron (982 m n.p.m.). Nie oznacza to jednak, że brakuje tutaj turystów. Wręcz przeciwnie. Na Wysoką prowadzi między innymi niezwykle popularny zielony szlak przez Wąwóz Homole. My postanowiliśmy zrobić coś ciekawszego. Z Jaworek ruszyliśmy najpierw w stronę Schroniska pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.), a następnie przeszliśmy grzbietem Małych Pienin. Na koniec zostawiliśmy sobie Wysoką i zejście przez Wąwóz Homole. Trafiliśmy przy tym na fantastyczną pogodę, śnieg, trochę lodu, sporo błota i widoki, dla których zdecydowanie warto było ruszyć w góry.
Kilka słów o Wysokiej
Wysoka, oficjalnie nazywana również Wysokimi Skałkami (1050 m n.p.m.), jest najwyższym szczytem całych Pienin. Należy do Małych Pienin i leży dokładnie na granicy Polski ze Słowacją. Jest również jedynym pienińskim szczytem przekraczającym wysokość 1000 metrów. Dla porównania bardziej znane Trzy Korony (982 m n.p.m.) są od niej o 68 metrów niższe.
Wysoka (1050 m n.p.m.) należy również do Korony Gór Polski. Jej zdobycie nie wymaga wyprawy na pół dnia przez wysokogórski teren, ale nie warto jej lekceważyć. Ostatni fragment podejścia jest stromy, skalisty i miejscami zabezpieczony schodami oraz metalowymi poręczami. Zimą lub podczas oblodzenia poziom trudności rośnie bardzo szybko.
Nagrodą za wejście jest niewielka platforma widokowa na szczycie. Przy dobrej przejrzystości powietrza panorama robi ogromne wrażenie. Widać stąd Tatry, Pieniny, Magurę Spiską oraz Pasmo Radziejowej. W odpowiednich warunkach można wypatrzyć również Babią Górę (1725 m n.p.m.).
My wybraliśmy trasę, która pozwala zobaczyć zdecydowanie więcej niż sam szczyt. Z Jaworek ruszyliśmy pod Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.). Następnie przeszliśmy grzbietem przez Durbaszkę (942 m n.p.m.) i Borsuczyny (939 m n.p.m.) w stronę Wysokiej (1050 m n.p.m.). Powrót zaplanowaliśmy przez Wąwóz Homole. Wyszła z tego świetna, około dziewięciokilometrowa pętla. Były panoramy, schronisko, las, skalisty szczyt i jeden z najpiękniejszych wąwozów w polskich górach. Do tego trochę zimy i trochę wiosny. W marcu można dostać cały pakiet w cenie jednej wycieczki.
Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.)
Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.) jest jednym z tych miejsc, których historia okazuje się znacznie ciekawsza, niż można przypuszczać po pierwszym spojrzeniu. Co ciekawe, formalnie nie jest klasycznym schroniskiem PTTK. Działa jako Górski Ośrodek Szkolno-Wypoczynkowy i stanowi filię krakowskiego Młodzieżowego Domu Kultury „Dom Harcerza”.
Budynek powstał na przełomie lat 40. i 50. XX wieku jako jedna z czterech tak zwanych bacówek wzorcowych. Po wysiedleniu miejscowej ludności łemkowskiej władze próbowały stworzyć w Małych Pieninach nowoczesny system hodowli owiec. Projekt nie sprawdził się zgodnie z założeniami, a bacówki zaczęły niszczeć.
Los budynku zmienił się na początku lat 70. Zainteresowali się nim krakowscy harcerze. W 1973 roku obiekt przeznaczono na bazę dla młodzieży, a następne lata przyniosły stopniową adaptację dawnej bacówki. Dzisiaj trudno uwierzyć, że część pomieszczeń dla turystów służyła kiedyś owcom.
Schronisko leży na północnym stoku Durbaszki (942 m n.p.m.), poniżej głównego grzbietu Małych Pienin. Jego położenie jest fantastyczne. Z otwartych polan rozciągają się panoramy przede wszystkim w stronę Beskidu Sądeckiego, Gorców i Pienin.
Przez wiele lat obiekt miał jeszcze jedną ciekawą cechę – najprostsze dojście z Jaworek prowadziło szeroką i stostunkowo łatwą drogą dojazdową bez oznakowania turystycznego. Obecnie okolice schroniska można połączyć również z siecią znakowanych tras. Dalej grzbiet Małych Pienin pozwala ruszyć między innymi w stronę Durbaszki (942 m n.p.m.), Wysokiej (1050 m n.p.m.), a w przeciwnym kierunku w stronę Palenicy (722 m n.p.m.) i Szczawnicy.
Krótki opis naszej trasy
Na Wysoką (1050 m n.p.m.) ruszyliśmy na początku marcowej odwilży. W dolinach śniegu praktycznie już nie było, ale poranny mróz nadal skutecznie przypominał, że zima jeszcze się całkowicie nie poddała. Za to pogoda była rewelacyjna. Czyste niebo i słońce od samego rana zapowiadały dzień, którego zdecydowanie nie chcieliśmy zmarnować.
Plan zakładał zrobienie pętli z Jaworek. Najpierw chcieliśmy wejść pod Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.). Później mieliśmy przejść grzbietem Małych Pienin na Wysoką (1050 m n.p.m.). Na koniec planowaliśmy zejście zielonym szlakiem przez Wąwóz Homole. W samym wąwozie byliśmy już kilka lat wcześniej. Tym razem miał stać się efektownym finałem nieco dłuższej wycieczki.
Z Jaworek do Schroniska pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.)
Wystartowaliśmy z jednego z parkingów w Jaworkach. Początkowo ruszyliśmy szeroką drogą prowadzącą w kierunku Schroniska pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.).
Szło się naprawdę świetnie. Nocny mróz lekko zmroził ziemię, więc nie musieliśmy walczyć z błotem. Nachylenie również nie dawało nam szczególnie w kość. Mogliśmy spokojnie nabierać wysokości i cieszyć się porankiem.
Dużą zaletą tego wariantu są widoki. Droga przez sporą część podejścia prowadzi otwartym terenem. Z każdym kolejnym metrem panoramy stawały się coraz szersze. Szczególnie dobrze prezentował się Beskid Sądecki z Radziejową (1262 m n.p.m.) górującą nad pozostałymi wzniesieniami.
Po około dwóch kilometrach krajobraz zaczął się zmieniać. Na polanach pojawił się śnieg, który w ostrym marcowym słońcu wyglądał wręcz bajkowo. Do tego ludzi było niewielu. Cisza, słońce, śnieg i góry – trudno było oczekiwać czegoś więcej.
Po mniej więcej godzinie dotarliśmy do Schroniska pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.). Zrobiliśmy sobie krótką przerwę, kupiliśmy pamiątkowe magnesy i poznaliśmy wyjątkowo towarzyskiego kota. Kot został pogłaskany, więc wszystkie najważniejsze punkty wizyty mogliśmy uznać za zaliczone.
Durbaszka (942 m n.p.m.) i grzbiet Małych Pienin
Ze schroniska ruszyliśmy w stronę Durbaszki (942 m n.p.m.). Tutaj śniegu było już zdecydowanie więcej, a przez chwilę zrobiło się również dość stromo.
Po osiągnięciu głównego grzbietu weszliśmy na niebieski szlak i skierowaliśmy się w stronę Wysokiej (1050 m n.p.m.). Szlak był dobrze przetarty, a mróz nadal trzymał. Szło się więc bardzo wygodnie. Co chwilę otwierały się przed nami panoramy Tatr, Beskidu Sądeckiego i kolejnych fragmentów Małych Pienin. Pogoda była tego dnia niemal absurdalnie dobra.
Przez blisko dwa kilometry mogliśmy po prostu spokojnie spacerować grzbietem. Po drodze minęliśmy między innymi Borsuczyny (939 m n.p.m.). Bez wielkich podejść, bez walki z terenem i z widokami pojawiającymi co jakiś czas.
Zazwyczaj góry każą solidnie zapracować na każdą panoramę. Tutaj chwilami wyglądało to tak, jakby ktoś włączył tryb demonstracyjny.
Przełęcz pod Wysoką i podejście na Wysoką (1050 m n.p.m.)
Po dotarciu w okolice Przełęczy pod Wysoką krajobraz turystyczny zmienił się dość gwałtownie. Spokojny grzbiet został za nami, a wokół pojawiło się znacznie więcej ludzi.
Nic dziwnego. W tym miejscu spotykają się trasy prowadzące od strony grzbietu oraz zielony szlak z Wąwozu Homole.
Ostatnie podejście na Wysoką (1050 m n.p.m.) jest zdecydowanie bardziej wymagające. Robi się stromo, pojawiają się schody i zabezpieczenia, a zimą dochodzi jeszcze śnieg oraz lód. Dodatkowo końcowy odcinek działa w obie strony. Przy większej liczbie osób momentami tworzą się więc małe górskie korki.
Nie narzekaliśmy. Przynajmniej było trochę czasu na rozmowy z innymi turystami.
Podczas podejścia pojawiały się również miejsca pozwalające spojrzeć w stronę Tatr. Tego dnia wyglądały fenomenalnie. Ostre, ośnieżone szczyty odcinały się od niemal bezchmurnego nieba i skutecznie spowalniały nasze tempo. Trudno iść przed siebie, kiedy co chwilę chce się zatrzymać.
Wysoka (1050 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Pienin
Po około półgodzinnym podejściu stanęliśmy na Wysokiej (1050 m n.p.m.).
Na szczycie znajduje się niewielka platforma zabezpieczona metalowymi barierkami. Miejsca nie ma tutaj przesadnie dużo, ale panorama wynagradza wszystko.
Tatry wyglądały tego dnia obłędnie. Po przeciwnej stronie rozciągał się Beskid Sądecki z Radziejową (1262 m n.p.m.). Przy odpowiedniej widoczności panorama sięga jeszcze dalej i pozwala dostrzec nawet Babią Górę (1725 m n.p.m.).
Mieliśmy szczęście. Kiedy weszliśmy, na szczycie zrobiło się na moment spokojniej. Mogliśmy więc bez większego tłoku nacieszyć się widokami.
Nie trwało to jednak długo.
Po kilku minutach zaczęły docierać kolejne grupy i niewielka platforma szybko przypomniała o swoich ograniczeniach przestrzennych. Uznaliśmy, że zobaczyliśmy już wszystko, co chcieliśmy, więc rozpoczęliśmy zejście.
Z Wysokiej (1050 m n.p.m.) do Polany pod Wysoką
I tutaj skończyła się sielanka.
Oblodzony szlak podczas zejścia okazał się zdecydowanie bardziej wymagający. Mieliśmy raczki, a mimo tego od czasu do czasu noga próbowała wybrać własny kierunek podróży.
Tym bardziej zadziwiali nas ludzie wchodzący w zwykłych adidasach.
Naprawdę – zimowe góry nie wymagają sprzętu za miliony. Wymagają jednak odrobiny rozsądku. Dobre górskie buty z porządnym bieżnikiem to absolutna podstawa. Przy takich warunkach raczki również potrafią zmienić zejście z walki o życie w zwykły spacer.
Po powrocie do skrzyżowania szlaków skręciliśmy na zielony szlak prowadzący w stronę Polany pod Wysoką.
Ten odcinek również był stromy i oblodzony. Schodziliśmy więc powoli. Po drodze obserwowaliśmy kilka osób zjeżdżających na tyłku oraz innych, którzy rezygnowali z dalszego podejścia. W tych warunkach była to akurat całkiem rozsądna decyzja.
W okolicach Polany pod Wysoką zrobiliśmy dłuższą przerwę na jedzenie. Najtrudniejszy fragment mieliśmy już za sobą.
Tak nam się przynajmniej wydawało.
Zielonym szlakiem przez Wąwóz Homole
Poniżej polany zima zaczęła błyskawicznie przegrywać z odwilżą. Pojawiło się błoto. Dużo błota.
Miejscami można było w nim całkiem solidnie ugrzęznąć. Nie był to najbardziej reprezentacyjny fragment naszej wycieczki, ale cóż – marcowe góry mają własne poczucie humoru.
Niżej weszliśmy w las i dotarliśmy do Wąwozu Homole. Tutaj błoto ustąpiło miejsca zmrożonemu śniegowi oraz lodowi. Czyli problem zniknął i natychmiast został zastąpiony innym.
Sam Wąwóz Homole ponownie zrobił na nas świetne wrażenie. Zielony szlak prowadzi wzdłuż potoku Kamionka pomiędzy stromymi wapiennymi ścianami. Rezerwat chroniący to miejsce utworzono w 1963 roku.
Kładki, skały, potok i wąska dolina sprawiają, że nawet kolejne przejście nie jest nudne. Zmęczenie powoli dawało już o sobie znać, ale otoczenie skutecznie odciągało od niego uwagę.
Nieco trudniej było ignorować ludzi próbujących utrzymać się na nogach na oblodzonym szlaku. Momentami mieliśmy wrażenie, że obserwujemy eliminacje do jakiejś bardzo niszowej zimowej dyscypliny olimpijskiej.
Po przejściu kolejnych kładek opuściliśmy Wąwóz Homole i zeszliśmy do Jaworek. Pozostał już tylko powrót do samochodu oraz coś do jedzenia w pobliskiej knajpce. Po pięciu godzinach marszu ten drugi punkt programu miał zdecydowanie wysoki priorytet.
Podsumowanie i parkowanie
Nasza pętla z Jaworek przez Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.), Durbaszkę (942 m n.p.m.), Wysoką (1050 m n.p.m.) i Wąwóz Homole okazała się kapitalną trasą. Pokonaliśmy około 9 kilometrów, a całość zajęła nam mniej więcej pięć godzin.
Czy to łatwa trasa? W większości tak.
Podejście z Jaworek pod Durbaszkę jest łagodne i bardzo przyjemne. Grzbiet Małych Pienin również nie powinien sprawić większych problemów. Sytuacja zmienia się dopiero w okolicach Wysokiej (1050 m n.p.m.). Końcowe podejście jest znacznie bardziej strome i wymaga większej uwagi. Zimą dochodzą śnieg oraz lód, więc odpowiednie obuwie i raczki zdecydowanie warto mieć w plecaku.
Sama trasa daje natomiast naprawdę dużo. Są piękne panoramy Tatr i Beskidu Sądeckiego. Jest klimatyczne Schronisko pod Durbaszką (około 850 m n.p.m.). Jest najwyższy szczyt Pienin. Na deser zostaje jeszcze Wąwóz Homole. Trudno oczekiwać więcej od dziewięciokilometrowej pętli.
Czy polecamy tę trasę? Zdecydowanie tak. Szczególnie jako pętlę, a nie wejście i zejście tą samą drogą. Podejście przez Durbaszkę daje piękne panoramy i spokojniejsze pierwsze kilometry. Powrót przez Wąwóz Homole zapewnia zupełnie inny krajobraz. W efekcie praktycznie przez całą wycieczkę dzieje się coś nowego.
Jeśli chodzi o parkowanie, przy ulicy Pod Homolami w Jaworkach działa kilka parkingów. Najbliższe znajdują się praktycznie przy wejściu na szlaki i są płatne. Można również poszukać bezpłatnego miejsca w rejonie cmentarza parafialnego. Trzeba wtedy doliczyć około kilometr dodatkowego spaceru.
A jeżeli wybieracie się tam zimą, weźcie odpowiednie buty. Wysoka nie ma nawet 1100 metrów, ale grawitacja najwyraźniej o tym nie wie.

























